Wernisaż: 10 września 2026, godz. 19:00
Ryszard Woźniak jest artystą konsekwentnie ignorującym indywidualną, rozpoznawalną stylistykę. Cała sfera wizualna jest dla niego obszarem nieustannej penetracji. Wykorzystuje obrazy rozmaitej kategorii i pochodzenia. „Dla mojej koncepcji sztuki – pisze – zasadniczym pojęciem jest pojęcie obrazu. W ramach obrazu dokonują się istotne ustalenia co do akceptowanych bądź odrzucanych przez społeczeństwo wartości. Obraz porządkuje rzeczywistość, jest wyrazem panowania nad płynnością świata zjawisk.” Dodać trzeba, że Woźniak uważa sztukę za „praktykę poznawczą”, polegającą właśnie na tworzeniu obrazów.
O wystawie
Wystawa „Koci dzwon” jest osobista i w pewnym sensie wyjątkowa. Woźniak pokazuje dwa cykle obrazów powstałych na podstawie dziecięcych rysunków jego córek – Matyldy i Julii. Część z nich powstała dawno – ponad ćwierć wieku temu (1998-1999) i pokazana była publicznie tylko raz w Galerii Mebli Eljot w Warszawie (na przełomie 1999 i 2000 roku). Niektóre znalazły się też na cenzusowym pokazie na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu (2001) oraz w „Zachęcie” na wystawie „Polonia, Polonia”. Mamy więc do czynienia z zespołem prac o znaczeniu historycznym. Natomiast 10 nowych obrazów powstało specjalnie z okazji wystawy, też na podstawie zachowanych dziecięcych rysunków córek. Woźniak konsekwentnie powrócił do prac, które stały się dla niego źródłem spontanicznego i bezinteresownego obrazowania.
Dziecięcy rysunek jako źródło obrazu
Plastyczna aktywność dzieci od XIX wieku budziła zainteresowanie badaczy, artystów, kolekcjonerów. Jednym z pierwszych badaczy był wybitny włoski historyk sztuki i archeolog Corrado Ricci, autor klasycznej pracy „L’arte dei banbini” (1887). W Polsce pionierem takich badań był wybitny psycholog, dziś trochę zapomniany, prof. Stefan Szuman, autor książki „Sztuka Dziecka. Psychologia twórczości rysunkowej dziecka.” (1927). Sztuka „innych”, sztuka „surowa” była podstawą nowatorskiej formuły Jeane’a Dubuffeta, Tradycyjne konwencje obrazowania świadomie rewidowali Paul Klee, czy Wassily Kandinsky. No i oczywiście największy z największych – Pablo Picasso. Jemu przypisuje się słynne powiedzeni, że jako dziecko malował jak Rafael, ale zajęło mu całe życie, by nauczyć się malować jak dziecko. Jak wielka siła tkwi w tym zwrocie ku naiwnej bezpośredniości udowadnia sztuka Edwarda Dwurnika. Ale we wszystkich – różnych przecież – przywołanych tu postawach, punktem dojścia, celem staje się nowy „styl własny”. Woźniak do tego nie dąży. Jego zajmuje wizualna innowacyjność i swego rodzaju energia obrazowa oraz coś co odnosi się do realnej rzeczywistości. Tryptyk „Korona malarstwa”, którego podstawą był dziecięcy rysunek „księżniczki” jest w gruncie rzeczy gorzką konstatacją stanu malarstwa. W latach gdy obraz powstał, malarstwo wydawało się w odwrocie. Dlatego – jak komentuje -użył „spranych” kolorów „ale jest czerwony, żółty, niebieski i jest potencjał, bo korona jak leży na stole, zawsze może wylądować na głowie.” Te wszystkie malowane w 1999 roku „księżniczki”, mogą mieć dziś wymiar rewindykacji feministycznych, a obraz „Korona III RP” przywołuje nazwę państwa zawartą w konstytucji z 1997 roku.
Tak poprzez dziecięce rysunki Woźniak dotyka kluczowych problemów ówczesnej rzeczywistości. Bo i w rysunkach córek ten świat zewnętrzny jest w oczywisty sposób obecny. Przełom wieków to czas okrutnej wojny na Bałkanach, w rysunkach córek Woźniaka nie ma tematu wojny, ale pojawiają się diabły i anioły, aureole, jakoś nie wprost ta spontaniczna reakcja na rzeczywistość daje się odczytać. Co też pozwoliło Woźniakowi jakby dopowiedzieć te kontekstowe odniesienia w poruszającym obrazie „Pieśń dla Kosowa”.
Korzystając z rysunków córek Woźniak starał się wiernie zachować ich konwencję, sposób obrazowania. Zmiana zasadnicza dotyczy skali. Rysunki były niewielkie, obrazy w większości są duże. Dziecko nie jest w stanie zapanować nad takim formatem, ale to jedyna poważniejsza zmiana w stosunku do „oryginałów”.
Obrazy z 2026 roku
W nowym cyklu 10 obrazów Woźniak sięgnął po wcześniejsze rysunki obu córek, w których nie ma wyraźniej „historii” , narracji. Są jakby „portretami” konia, zajączka, ćmy, czy pająka. To bardzo proste przedstawienia. Czasem uzupełnione przez malarza – rysunek konia dostaje ekran, w którym koń się przegląda (Ekran i koń). „Sprinter” to zajączek, który podkradał marchewkę w ogródku. Wszystko jako wynik obserwacji dziecięcymi oczami. Tej ciekawości natury i świata. Obrazy z nowej serii są bardziej graficzne, być może na skutek decyzji o wyborze tych wcześniejszych rysunków. Ale i tu zdarzają się zaskakujące ujęcia, jak „Gotujmy razem” – anioł i diabeł ważą zupę w kotle, który ma twarz. Woźniak nie wyklucza, że może to być wizualizacja rodzicielskiej przestrogi, że ktoś ci może w głowie namieszać.
Na osobisty i wyjątkowy charakter tej wystawy ma wpływ także miejsce gdzie się odbywa i fakt, że z tym miejscem związane jest dzieciństwo i młodość artysty. Woźniak mieszkał z rodzicami w domu przy Elektoralnej 24. Z okien widział pustą przestrzeń zniszczonego miasta i budynek Hali Mirowskiej. W miejscu, gdzie dziś stoi jeden z bloków Osiedla za Żelazna Bramą (i gdzie mieści się galeria), była łąka na której w maju łapał chrabąszcze. Można powiedzieć, że jego obrazy z dzieciństwa gdzieś w mentalnej przestrzeni konfrontują się z obrazami córek.
Sygnatura
Jest też na wystawie jeden obraz szczególny – „Sygnatura”, to dwa czarne koty, jeden ma niebieskie oczy, drugi zielone. Julia – młodsza córka ma zielone oczy, Matylda ma niebieskie. To dyskretne i ujmujące wskazanie na autorki wykorzystanych przez malarza dziecięcych rysunków. I jako rzeczywista sygnatura – odbicia kocich łapek.
Waldemar Baraniewski
Kurator wystawy
10 września – 10 października 2026